Limity na życie
Nadal bez kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia na rok przyszły pozostaje Specjalistyczny Szpital Wojewódzki w Gdańsku. Dyrekcja placówki nie zgodziła się go podpisać, gdy okazało się, że Pomorski Oddział NFZ zamierza drastycznie zmniejszyć finansowanie oddziału anestezjologii i intensywnej terapii.
W kończącym się właśnie roku oddział miał na leczenie chorych 3 757 tys. zł, na przyszły fundusz zaproponował mu 2900 tys. zł. W praktyce oznacza to ograniczenie przyjęć i wprowadzenie drastycznych limitów na oddziale, na którym ratuje się ludzkie życie. I odsyłanie pacjentów w stanie zagrożenia życia do innych szpitali, co zresztą Fundusz proponuje.
Tymczasem, odkąd zlikwidowano szpital przy ul. Kieturakisa, pomocy w Wojewodzkim szuka coraz więcej pacjentów. - Karetki pogotowia jadące od strony Kartuz czy Pruszcza kierują się do nas, bo mają najbliżej - tłumaczy dr Leszek Klimaszewski, wicedyrektor szpitala ds. lecznictwa. - Zwożą pacjentów z urazami, ofiary wypadków, w tym dzieci. To jedyny w Pomorskiem oddział w pełni przygotowany do ratowania życia najmniejszych pacjentów, w tym noworodków i wcześniaków po zabiegach. Większość z nich, zanim trafi na stół operacyjny, wymaga pierwszej, ratującej życie pomocy lekarzy z oddziału anestezjologii i intensywnej terapii. Bez pomocy OIOM-u nie mogłaby funkcjonować również Klinika Chirurgii Dziecięcej, jak i inne oddziały dla dorosłych. Przed tygodniem opisaliśmy dramat małych pacjentów w publikacji: Kto uratuje nasze dzieci.
Tymczasem jak zapewnia fundusz - Szpitalowi Wojewódzkiemu w Gdańsku nie zabrano miliona złotych i nie zmniejszono kontraktu na funkcjonowanie oddziału anestezjologii i intensywnej terapii, albowiem dyrektor placówki zrezygnował z kontynuowania negocjacji z NFZ w ustawowym terminie do 8 grudnia, stawiając zarówno prowadzony przez siebie szpital, jak i PO NFZ w trudnej sytuacji.