Strażacy jak medycy
To, że strażak powinien potrafić gasić pożary - wie każdy. Starsze panie wymagają jeszcze umiejętności zdejmowania kotków z drzew, a zapominalscy - otwierania od wewnątrz zatrzaśniętych drzwi mieszkań. Każda wieś, która posiada strażacką remizę co najmniej raz w roku organizuje huczną strażacką zabawę. Teraz poważnie. Dziś strażacy muszą być również ratownikami. Potrafić przywrócić czynności życiowe, podać tlen, opatrzyć rany. Mając często w rękach ludzkie życie , muszą wiedzieć jak pomóc, gdy jest ono zagrożone. Nie zawsze pod ręką jest lekarz, a często, szczególnie w drogowych tragediach, o ludzkim życiu decydują minuty. Umiejętności pomocy przedmedycznej strażacy nieustannie podnoszą. Co trzy lata czeka ich surowy egzamin pod okiem lekarzy specjalistów z komendy wojewódzkiej w Gdańsku. Taki egzamin celująco zaliczyli słupscy strażacy w środę. - Najpierw był test z teorii - mówi mł. kpt. Krzysztof Kowalski, dowódca Jednostki Ratowniczo - Gaśniczej nr 1 w Słupsku. - Trudniejsza była część praktyczna. Trzeba było udzielać pomocy fantomom.
Były różne przypadki i okoliczności. Dziecko, kobieta ciężarna, staruszek. Zranienia, zatrucia czadem, brak oddechu. W każdym przypadku pomocy udziela się inaczej. I trzeba wiedzieć jak. Umieć działać samodzielnie i w zespole.
- Nie musieliśmy się czerwienić przed egzaminatorami z Gdańska -stwierdził sekc. Grzegorz Załubka, który przygotowywał kolegów ze swojej zmiany do egzaminów. - Chłopaki, choć nie są wykwalifikowanymi ratownikami medycznymi są generalnie przygotowani do niesienia pomocy w tym zakresie, do którego są uprawnieni strażacy.
A następny egzamin już za trzy lata.