Martwe dziecko w worku
Mieszkanka powiatu tucholskiego urodziła dziecko w drodze do chojnickiego szpitala. Kiedy poczuła bóle, jej partner - ojciec dziecka - zatrzymał samochód - do porodu doszło na poboczu. Niedługo potem para pojawiła się w lecznicy. Dziecko przynieśli w reklamówce.
Na miejscu okazało się, że noworodek jest martwy. Naszych informacji o tym, że był owinięty w reklamówkę i ważył nieco ponad pół kilograma nikt nie chce oficjalnie potwierdzić. Szpital, policja i prokuratura tłumaczą, że czynią tak dla dobra prowadzonego w tej sprawie śledztwa.
Ciało przedwcześnie urodzonego dziecka trafiło do Zakładu Medycyny Sądowej w Gdańsku. Stamtąd przyjdzie odpowiedź, czy urodziło się żywe oraz co mogło być przyczyną jego śmierci.
- Jako szpital byliśmy zaniepokojeni sprawą - przyznaje Leszek Bonna, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Chojnicach. - Sytuacja wydała nam się niejasna, dlatego postanowiliśmy zawiadomić o niej prokuraturę.
Prokuratura zleciła policji wszczęcie śledztwa w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci.
- Badamy, czy dziecko urodziło się żywe. Sprawa owinięcia je w reklamówkę jest mniej istotna, chyba że okaże się, że właśnie to było przyczyną śmierci noworodka - mówi Mieczysław Brunke, prokurator rejonowy.
Policja ma na wyjaśnienie okoliczności tego makabrycznego zdarzenia dwa miesiące.
- Na prośbę osób, których dotyczy sprawa, nie udzielamy informacji o zajściu - mówi Sylwia Neubauer, pełniąca obowiązki rzecznika prasowego KPP w Chojnicach.
Przestępstwo nieumyślnego spowodowania śmierci zagrożone jest karą pozbawienia wolności do pięciu lat.
Mimo usilnych starań nie udało sie nam skontaktować z rodzicami noworodka.